5 ważnych rzeczy, których nie wiedzieliśmy zaczynając fotografować rodziny

Trzeba przyznać, że rodzinna fotografia dokumentalna (nie mylić z lifestyle’ową!) ma w Polsce wciąż trochę pod górę. Idea wpuszczania fotografa do swojego świata, w którym króluje wybuchający kosz na pranie, klocki lego wbijające się w stopę oraz nierzadko podkrążone z niewyspania oczy spotyka się z uprzejmym uśmiechem przy akompaniamencie delikatnego pukania w głowę.

Mimo to, powoli mija trzeci rok, odkąd dokumentujemy życie rodzin. Wciąż nie jest łatwo! Kiedy para decyduje się wziąć ślub, zatrudnienie fotografa to właściwie kwestia bezdyskusyjna. Sesja rodzinna? Hm, w sumie musimy zapłacić za przedszkole, basen, a i remont w kuchni by się przydał… Sami jesteśmy rodzicami i znamy ten scenariusz aż za dobrze.

Jeśli tak, to skąd wzięły się rodziny, które rezerwują drugą, trzecią, czwartą sesję?

Nie od razu Kraków (i Pixeli) zbudowano. Kiedy niecałe trzy lata temu zasmakowaliśmy w fotografii rodzinnej, nie postanowiliśmy "Ok, od teraz tylko reportaże dla rodzin! Plan jest taki..." Bardziej wyglądało to w ten sposób "Ale mamy świetny pomysł! Dokumentalna fotografia rodzinna, to jest to! Na pewno ustawi się kolejka chętnych!"

Rodzina
Rodzina
Rodzina
Rodzina
Rodzina

No, nie do końca się ustawiła. Przyznaję, trochę podcięło nam to skrzydla. Mieliśmy w sobie jednak na tyle determinacji do nauki oraz wyciągania wniosków z naszych błędów, że postanowiliśmy pociągnąć temat i nie zniechęcać się. Dziś wiemy, że było warto - rodziny, które nam zaufały obecnie liczymy już w dziesiątkach. Z ich pomocą uświadomiliśmy sobie, że celem sesji są piękne zdjęcia, ale wszystko, co się dzieje po drodze jest nawet ważniejsze.

Co jeszcze odkryliśmy?

1. Bałagan jest fajny. Porządek też.

Na samym początku naszej drogi wydawało nam się, że w reportażu rodzinnym chodzi przede wszystkim o pokazanie tego całego domowego rozgardiaszu, dlatego przy zapytaniach o sesję kładliśmy nacisk na wytłumaczenie, że "naprawdę nie musicie sprzątać przed naszym przyjściem". No i efekt był taki, że niektórzy się cieszyli, a niektórzy myśleli "To nie dla nas. Im chodzi o pokazanie bałaganu, a my mamy zazwyczaj posprzątane".

No właśnie - ludzie są różni, tak jak domy, w których mieszkają. A my dziś już wiemy, że wygląd wnętrza kompletnie schodzi na dalszy plan w stosunku do emocji, które chcemy pokazać na naszych zdjęciach. Ostatecznie to przecież emocje będą się liczyć po latach, a nie porządek czy bałagan.

2. Zdjęcia dokumentalne nie muszą oznaczać sesji w domu.

Uwielbiamy fotografować w Waszych domach. To właśnie tam rodziny czują się najbezpieczniej i pozwalają sobie na najwięcej czułości. A w takich sytuacjach powstają najbardziej poruszające kadry.

Zdarza się jednak, że rezygnujemy z sesji we wnętrzu lub bardzo zmniejszamy jej czas. Czasem jest tak, że rodzina większość czasu spędza poza domem i jest to dla niej naturalny przebieg dnia - tak było choćby w Leśnej Wiosce. W zeszłym roku fotografowaliśmy dwie rodziny ze Szwecji, które spędzały wakacje w Trójmieście - była przepiękna pogoda, więc żal było spotykać się w pokoju hotelowym. Bywa, że ktoś właśnie jest w trakcie przeprowadzki i mieszkanie jest zastawione kartonami, a bardzo zależy mu na spotkaniu z nami - powodów może być dużo. I choć zawsze będzie nam bardzo zależało, by część sesji odbyła się w warunkach domowych, to bierzemy pod uwagę wszystkie ewentualności i stawiamy przede wszystkim na komfort rodziny.

3. Elastyczna oferta jest zawsze mile widziana.

Jak każdy, kto kiedyś wpadł na fajny pomysł, na początku uważaliśmy naszą wizję za idealną. Nie dopuszczaliśmy żadnych modyfikacji - miały być sesje "Dzień z życia" i koniec! Efekt - kilka zleceń straciliśmy tylko przez upieranie się przy spotkaniach nie krótszych niż kilka godzin. Nadal najbardziej lubimy poświęcać na zdjęcia cały dzień. Jednak krótsze, dwugodzinne sesje stały się uzupełnieniem oferty i ukłonem w stronę rodzin, które szukają alternatywy dla typowych zdjęć lifestyle’owych. W trakcie takich spotkań pozwalamy sobie na 15 minut reżyserowania - babcia i dziadek zawsze docenią rodzinny portret swoich wnucząt!

Rodzina
Rodzina
Rodzina
Rodzina
Rodzina
Rodzina

4. Sesja zdjęciowa to ważne wydarzenie w życiu rodziny.

Zrozumieliśmy to nie tylko jako fotografowie rodzinni, ale po prostu - jako rodzice. Kiedy w naszym życiu pojawiają się dzieci, wpadamy w wir pracy i obowiązków domowych, wypatrując z niecierpliwością rzadkich chwil odpoczynku. Jeśli więc rodzina postanawia poświęcić swój cenny czas wolny na spotkanie z nami, to naprawdę bardzo, BARDZO się staramy, by wynieśli z niego same najlepsze wspomnienia. Lubimy dużo gadać, więc szybko angażujemy się w rozmowę (która zazwyczaj schodzi na tematy "dzieciowe"), a najmłodszym pokazujemy jak działa aparat. Przechodzimy na "ty" od pierwszego maila. Nigdy nie mówimy "uśmiechnij się" i nie istnieje dla nas słowo "niegrzeczny". Chcemy, by nasze odwiedziny były przygodą, fajnym wspomnieniem, wartościowym czasem poświęconym dzieciom - a dopiero na koniec sesją zdjęciową. Zresztą największym wyróżnieniem pod koniec dnia jest pytanie "Kiedy Ola i Łukasz znowu do nas przyjadą?"

5. Budowanie relacji to podstawa.

Czasem zaskakuje nas jak wiele rodzin stało się naszymi dobrymi znajomymi czy wręcz przyjaciółmi. Kiedy wpadamy na siebie przypadkiem na ulicy, witamy się głośnym "Czeeeść", zamiast uprzejmym "Dzień dobry". Być może ktoś powie, że poświęcanie czasu na utrzymywanie stałego kontaktu z klientami nie jest zbyt opłacalną strategią, ale my nie potrafimy zakończyć znajomości w momencie przekazania albumu. Z tego samego powodu nie potrafilibyśmy wykonywać z zegarkiem w ręku mini-sesji, zastanawiając się czy zdążymy obsłużyć danego dnia dziesięć osób. Zawsze namawiamy rodziny do spotkania jeszcze przed sesją - choćby na spacerze w parku.

Zdarza nam się marzyć o tym, żeby cofnąć czas i wiedzieć to wszystko 3 lata temu. Poza tym wciąż nie mamy tysiąca followersów na instagramie, nasza grupa Zdjęciołek jest bardzo kameralna, a jeden post na bloga piszę przez tydzień (zazwyczaj padając na twarz wieczorami). I naprawdę nie lubimy zdania "Jeśli robisz to, co kochasz, nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu". Jeszcze nigdy nie pracowaliśmy tak ciężko. Prowadzenie działalności z dwójką maluchów to żonglowanie czasem i napady frustracji (bo w głowie tyle fajnych pomysłów, na które przydałaby się druga doba).

W chwilach zwątpienia bardzo przydaje się więc odświeżenie pamięci. "Halo, Piksele - trzy lata temu mieliście figę z makiem i żadnego pomysłu na siebie!". A dziś? Wystarczy chyba, że zacytuję jedno zdanie. Zapytałam rodzinę o wrażenia po obejrzeniu zdjęć z sesji "Dzień z życia". Usłyszałam:

"Ten album to nasza ulubiona rzecz w domu".