Kaprysy wszechświata, czyli co się zdarzyło w Leśnej Wiosce

Ktoś bardzo mądry powiedział mi kiedyś, że bycie własnym szefem jest jak sinusoida. Kiedy jesteś "na swoim", to te gorsze momenty mogą się pojawiać równie często jak sukcesy, wobec czego graficzne podsumowanie twoich działań przypomina falującą linię.

Ale co zrobić gdy wzloty przeplatają się z bolesnymi upadkami, a sinusoida zmienia się w szalejący zygzak? Rwanie włosów z głowy i przeklinanie w głos złośliwości losu jest całkowicie uzasadnioną reakcją. Czy w ogóle da się w takiej sytuacji odetchnąć, policzyć do dziesięciu i poczekać aż Wszechświat zacznie działać?

Przeczytajcie o tym jak na samym początku sesji posypał nam się sprzęt, co się działo potem i dlaczego mała miejscowość pod Radomiem to najlepsze miejsce żeby zaliczyć taką wpadkę.

Leśna Wioska

Zaczęło się od tego, że napisała do nas Emilia i zaprosiła nas do sfotografowania jej Leśnej Wioski w Kowalkowie w czasie kilkudniowego turnusu dla rodzin. Byliśmy bardzo podekscytowani, bo uwielbiamy pracować, mając do dyspozycji dużo czasu. Możliwość lepszego poznania ludzi, którym robimy zdjęcia jest dla nas bezcenna, a obopólne zaufanie owocuje świetnymi kadrami. Do tego zapowiadała się fajna przygoda - pierwsze dla Tosi i Heli spanie pod namiotem. Dodajcie fakt, że w dniu wyjazdu miałam skończyć 30 lat (a imprezę oczywiście odpuściłam, licząc na spokojny wieczór przy serialu), więc pakowaliśmy się cali w skowronkach. Następnego dnia wsiedliśmy w pociąg, by dojechać do Leśnej Wioski

Musicie wiedzieć, że kiedy robimy zdjęcia w jednym miejscu dłużej niż jeden dzień, to przez pierwszy wieczór właściwie nie ruszamy aparatu. Mamy zasadę, że rozmowa z rodziną, która zaprosiła nas pod swój dach to nasz priorytet, a zdjęcia mogą poczekać do rana. Tak było i tym razem, więc kładliśmy się spać najedzeni, w świetnych humorach i nie przeczuwający tego, co miało nastąpić.

Leśna Wioska
Leśna Wioska
Leśna Wioska
Leśna Wioska
Leśna Wioska
Leśna Wioska
Leśna Wioska

Tutaj należy się kilka słów na temat tego czym właściwie jest Leśna Wioska, bo słowo agroturystyka zdecydowanie nie wyczerpuje jej opisu. Otóż w miejscowości Kowalków pod Radomiem obok lasu stoi domek, przy domku jest ogródek z dyniami i pomidorami, i miejscem na ognisko, obok ogródka jest stodoła z sianem, a wokół wszędzie stoją wielkie namioty. Tym wszystkim kieruje Emilia - Kobieta Lasu, razem ze swoją rodziną (my do dziś wspominamy pyszną kuchnię babci Celinki!). W Leśnej Wiosce można wypocząć, oczyścić umysł i zregenerować się. Dzieci mają tam wszelkie atrakcje, które my, dorośli, wspominamy z sentymentem jako "wakacje u babci" - las do grania w podchody, małą rzeczkę do taplania i budowania tamy, siano w stodole, masę drewna na szałasy i wiele, wiele innych fajnych rzeczy.

W tej sielankowej scenerii, po pierwszej ciepłej nocy pod namiotem zabraliśmy się do pracy. Pierwsze 5, 10 klatek i nagle ciemno, migawka nie reaguje. Trochę zakręciło mi się w głowie, bo to ja trzymałam wtedy aparat. Pokazałam Łukaszowi - może trzeba wyczyścić styki? Czyścimy, raz, drugi - nic. Koszmar, wszystko wskazuje na to, że nasz najważniejszy reporterski obiektyw zaprotestował. Wzięliśmy jeszcze teleobiektyw, ale on nie nadaje się do takich zdjęć. Co robić? Co powiedzieć - że nie damy rady wykonać sesji? Może ktoś z gości ma obiektyw? - nie, nikt nie przywiózł ze sobą takiego sprzętu.

Każdy fotograf zna mrożące krew w żyłach opowieści o kolegach po fachu, których w czasie pracy zawiódł sprzęt. Ale, halo, przecież takie rzeczy zdarzają się innym! Dlaczego to właśnie my stoimy teraz jak wryci, a nasz aparat nie reaguje?

Leśna Wioska
Leśna Wioska
Leśna Wioska
Leśna Wioska
Leśna Wioska
Leśna Wioska

Niewiele się zastanawiając, zrobiłam wtedy pierwszą rzecz, która przyszła mi na myśl - napisałam do naszej fotograficznej mentorki Irminy, w zasadzie tylko po to, żeby się wygadać. I tutaj trzeba zaznaczyć, że nasi mentorzy - Irmina i Savio - wraz ze swoimi dziećmi bardzo dużo podróżują, w zasadzie co chwilę są w innym miejscu Polski lub Europy. W tym momencie mają już tylko dom na kółkach, bo zdecydowali się zamieszkać w camperze.

Wyobraźcie sobie więc nasze zdziwienie, kiedy przeczytaliśmy wiadomość zwrotną, która brzmiała mniej więcej tak: "Jesteśmy kilkanaście kilometrów od was, zaraz przyjedziemy z naszą 50".

I rzeczywiście, godzinę później mieliśmy już podpięty ratunkowy obiektyw, którym fotografowaliśmy przez następne trzy dni. Do dziś jesteśmy im nieskończenie wdzięczni. Nie dość, że nasze zlecenie było ocalone, to z niektórych kadrów byliśmy naprawdę zadowoleni. Lekko oszołomieni wróciliśmy więc do Krakowa i jeszcze długo nie mogliśmy wyjść z wrażenia jak wiele może się wydarzyć w ciągu zaledwie kilku dni.

Trudno streścić nasze wrażenia z tamtego wyjazdu w jakieś jedno spójne podsumowanie. To wszystko razem wydaje się nam trochę zbyt niesamowite. Czy to my przyciągamy tego typu sytuacje? Czy dobra energia Leśnej Wioski odwróciła kaprysy Wszechświata na naszą korzyść? A może - w wersji dla twardo stąpających po ziemi - to wszystko było po prostu najzwyklejszym zbiegiem okoliczności?

Zostawmy to gdybanie. Pisząc te słowa w grudniu, czyli cztery miesiące później, patrzę z dystansem i wiem na pewno, że:

  • Kiedy chcesz się w czymś doskonalić, to znalezienie mentora jest bezcenne. Dobry mentor wydobędzie z ciebie wewnętrzny głos, który stanie się zalążkiem własnego stylu. Będzie szczerze zainteresowany tym czy się rozwijasz; zmotywuje, kiedy drepczesz w miejscu. Oczywiście nie każdy mentor będzie w stanie przybyć z odsieczą, tak jak to było w przypadku Irminy i Savia - wtedy sprzyjały nam okoliczności. Ale to wydarzenie było dla nas bardzo symboliczne i utwierdziło nas w przekonaniu, że to właśnie oni są naszymi artystycznymi przewodnikami.
  • Jeśli jesteś szczery i otwarty w tym, co robisz (gdybyśmy chcieli być modni, użylibyśmy słowa “transparentny”), to przyciągasz ku sobie właściwych ludzi. I kiedy mówię “właściwych”, to mam na myśli takich, którzy cię rozumieją, wyznają podobne wartości, mają podobne problemy, i z którymi zawsze czujesz się pewnie i na swoim miejscu. I kiedy myślę o naszej pracy, to czuję nieustanną wdzięczność za ludzi, których stawia na naszej drodze.

A na koniec, żeby trochę zejść z patetycznej nuty, to muszę napisać o jeszcze jednym, bardziej praktycznym, rezultacie opisanych wydarzeń. Otóż chcąc, nie chcąc - musieliśmy kupić nowy aparat. A co to za aparat i czy była to zmiana na lepsze, to już opowiem innym razem.

Leśna Wioska
Leśna Wioska
Leśna Wioska
Leśna Wioska
Leśna Wioska