Sesja Dzień z życia bez tajemnic

Jak właściwie wygląda sesja Dzień z życia? Czy ma w ogóle jakieś zasady? Czy przed obiektywem przez cały czas musi się dziać coś spektakularnego, żeby zdjęcia były ciekawe?

Przeczytajcie naszą relację z pierwszej ręki, w której krok po kroku opisujemy sesję Dzień z życia. Pisaliśmy ją z Łukaszem we dwójkę, ja pierwszą część, on – drugą, ponieważ właśnie w ten sposób podzieliliśmy się pracą tego dnia. Rodzina, która uczestniczyła w opisanej sesji, na co dzień ma grafik wypełniony po brzegi. Praca, trójka dzieci – tydzień ucieka im w ekspresowym tempie. Tak jak większość rodziców są wiecznie niewyspani i marzą o urlopie, a jednocześnie kochają swoje dzieci nad życie. Czy właśnie zbliżyłam się do opisu Waszej rodziny? Prawdopodobnie ;)

Gotowi na tę lekko przydługą relację? No to zaczynamy.

Ola

Ranek

Wstaję o 6. Czeka już na mnie od wczoraj spakowana torba z aparatem, zapasową baterią i kartami pamięci. Po cichu przygotowuję się do wyjścia, żeby nie obudzić dziewczynek. Łukasz ma je zawieźć do rodziców i zmienić mnie po kilku godzinach. Za chwilę lecę na autobus. Jadąc, próbuję czytać książkę, ale jak zwykle myślami jestem już na sesji i trudno mi się skupić.

Ok. 7:00 pukam do drzwi. Otwiera mi Karolina z malutką Klarą na rękach. Znamy się już z kilku rozmów telefonicznych i spotkania w parku, więc witamy się serdecznie. Zamieszanie budzi Jasia, zaraz potem dołącza do nas zaspany Ksawery. Tata Tomek jeszcze śpi.

Karolina częstuje mnie kawą i rozmawiamy, w międzyczasie dzieciaki powoli oswajają się z aparatem. Jaś jest dość nieufny, za to Ksawery ciśnie się przed obiektyw i bardzo chce sam zrobić zdjęcie. Pokazuję mu gdzie naciskać i zaraz w sufit leci seria artystycznych ujęć.

W końcu Karolina ogłasza „Dzieciaki, idziemy po cichutku obudzić tatę”. Po drodze Ksawery chwyta trąbkę wyglądającą jak miniaturka stadionowej wuwuzeli. Jeszcze nie wiem, czy będę mogła zrobić zdjęcia w sypialni, ale już od dawna jesteśmy umówieni, że wkraczam jeśli tylko drzwi są otwarte.

Mam szczęście, bo Karolina nie zamyka drzwi. Zostaję jednak za progiem. Z lekkiego dystansu dokumentuję, jak Tomek po kolei przytula Klarę i Jasia, którzy pakują się pod kołdrę, podczas gdy Ksawery odtrąbia wojskową pobudkę. Po chwili nie ma już śladu po cichym i sennym poranku.

Jemy wspólne śniadanie. Trzymam aparat w pogotowiu, ale przede wszystkim przyłączam się do rozmowy i tradycyjnego przekomarzania przy stole. Jaś nabija sobie guza, balansując na swoim krzesełku. Tomek ratuje sytuację - galopuje z nim na barana przez korytarz, wywołując salwy śmiechu.

Po śniadaniu następuje najważniejsza część sobotniego poranka – wspólne słuchanie muzyki. Tradycja ta rządzi się swoimi prawami. Każdy członek rodziny kolejno wybiera utwór, którego chce posłuchać. Najbardziej zapada mi w pamięć ulubiony zespół Ksawerego, złożony z muzyków przebranych za postaci z Gwiezdnych Wojen, a „Początek” z Męskiego Grania chodzi potem za mną przez resztę dnia. Cała rodzina celebruje ten moment, który jest okazją do porządnego poprzytulania na kanapie. Karoliny nie widać chwilami spod trójki garnących się do niej maluchów.

Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?

Południe

Zapada decyzja o rozpoczęciu przygotowań do wyjścia. Dzieciaki już szaleją na drabinkach w pokoju zabaw, służącym podczas wysokiego stężenia krakowskiego smogu jako zamiennik rozrywek outdoorowych. Obserwuję relację między Ksawerym, Jasiem i Klarą. Widzę tak wiele podobieństw do wspólnych zabaw Tosi i Helenki, wypełnionych równie gwałtownymi emocjami, od złości po miłość i szaloną zabawę.

Proces wyjścia z trójką dzieci na boisko jest dość skomplikowany. Umycie zębów. Wysmarowanie każdej buzi ochronnym kremem (dzień jest wietrzny i dość chłodny). Nakłonienie do ściągnięcia piżamy (tu następuje dłuższy moment, kiedy chłopaki biegają po mieszkaniu jak ich Pan Bóg stworzył), wreszcie ubranie każdego rozbrykanego brzdąca na cebulkę. Trzeba jeszcze przewinąć Klarę, spakować drugie śniadanie i pojednać kłócących się chłopców. Czy każdy ma swój kask na głowie? Karolina i Tomek sadzają Klarę w podwójnym wózku, który ugina się od najróżniejszych potrzebnych rzeczy, a Jaś niecierpliwie krąży na swoim rowerku pod windą. Tymczasem Ksawery już zbiega w dół po schodach. Rzucam się za nim w pogoń i po chwili czekamy na resztę rodziny pod klatką. Uff, wszyscy gotowi. Możemy ruszać na boisko.

Pogoda, która teoretycznie powinna zniechęcać do spędzania czasu na zewnątrz, okazuje się naszym sprzymierzeńcem. Jest około 10 stopni na plusie, ale wieje zimny wiatr – trafił nam się typowo marcowy dzień. Dzieciaki są jednak świetnie ubrane, a na dodatek boisko zastajemy puste. Jaś i Ksawery zaczynają kopać piłkę z rodzicami. Mała Klara śpi spokojnie w wózku. Kiedy już każdy wbił po kilka goli, przenosimy się na pobliski plac zabaw. Chłopcy zdobywają drabinki, rodzice łapią chwilę oddechu.

Wychodzimy z placu, budzi się Klara i od razu wyciąga ręce do mamy. Jaś i Ksawery nie chcą przerywać zabawy i wracać do domu. Dobrze, mówi Karolina, to gdzie macie ochotę pójść? Każdy z chłopców ma inny pomysł na kontynuację spaceru. Sprzeczka trwa dłuższą chwilę i przybiera dramatyczny obrót, kiedy Ksawery zaszywa się za żywopłotem, by zamanifestować swoje niezadowolenie. Tymczasem wiatr przybiera na sile i dorośli zaczynają marzyć o powrocie do ciepłego mieszkania. Tomek angażuje całą swoją kreatywność, żeby wyciągnąć dzieciaki z krzaków (Ksawery wprawdzie wciąż jest obrażony, za to Jaś i Klara świetnie się bawią na kawałku trawnika pod blokiem, wymalowanym w bojowe i niecenzuralne hasła). Wyjdziemy jeszcze raz na spacer, kiedy dołączy do nas Łukasz, obiecują rodzice. Wreszcie, nie bez oporów, suniemy do domu na obiad.

Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?

Popołudnie

W domu jest ciepło i miło, a na kuchence czeka już na podgrzanie rosół. Fotografuję domową krzątaninę. Cały czas rozmawiamy, przede wszystkim dzielimy się rodzicielskimi doświadczeniami. Przez chwilę łamią nam się głosy, kiedy wspominamy najtrudniejsze momenty.

Siadamy do stołu. Karolina próbuje zjeść, co okazuje się nie lada wyczynem – Jaś i Klara staczają walkę o kolana mamy, którymi ostatecznie muszą się podzielić.

Dzwonek do drzwi, to Łukasz. Zostaję jeszcze godzinkę i zbieram się, żeby odebrać dziewczynki od dziadków.

Łukasz

Pogoda z wietrznej zamienia się w wietrzną z siąpiącym zimnym deszczem. Wchodzę do mieszkania i od progu słyszę głos Tomka: „Cześć, chcesz rosół?” Chcę.

Przywiozłem ze sobą aparat natychmiastowy Instax, który świetnie się sprawdza jako narzędzie do przełamywania lodów. Nowa zabawka od razu koncentruje uwagę chłopaków. Ksawery wykonuje kilka artystycznych ujęć, po czym wszyscy z napięciem czekamy na to, co pojawi się na białym prostokącie. Zdjęcia chyba się podobają, bo autor oznajmia, że od tej pory to jego aparat.

Podczas gdy dzieciaki w zawrotnym tempie wypuszczają nowe polaroidy, mamy czas na chwilę rozmowy z Karoliną i Tomkiem przy kawie i cieście domowej roboty. Czasem w tle pojawia się konflikt interesów pomiędzy Jasiem i Ksawerym w kwestii tego, kto ma robić zdjęcia pustym już aparatem. W pewnym momencie Ksawery korzysta z prawa zamkniętych drzwi i postanawia pobyć chwilę sam w swoim pokoju.

Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?

Karolina chce położyć Klarę na drzemkę, jednak dookoła dzieje się tyle, że nie ma o tym mowy. Zamiast tego są hot dogi z dzieci. Przepis na Hot doga z dziecka jest bardzo prosty: kładziesz na pościeli dziecko, zawijasz je w kołdrę, rolujesz i gotowe. Najlepszą częścią jest oczywiście rozwijanie hot doga. Na pierwszy ogień idzie Ksawery, po nim Jaś z dodatkiem łaskotek fundowanych przez brata. Jestem pod ogromnym wrażeniem energii, jaką ma Karolina przy tej trójce.

Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, po deszczu znów wychodzi słońce. Czas na Olę. Karolina proponuje podwózkę, biorą więc Klarę i wychodzą. Po ich powrocie mamy się wszyscy spotkać na placu zabaw. W końcu dzieci mają obiecany drugi spacer.

Chłopcy zwarci i gotowi szykują swoje pojazdy i ruszamy na plac zabaw, wyglądający na miniaturowy tor do nauki jazdy, ze znakami drogowymi i liniami.

Na placu zabaw wśród kałuż zabawa jest przednia. Chłopcy proponują wyścigi rowerowe. Fotografowanie szybko poruszających się dzieci to spore wyzwanie. Łączy w sobie fotografię sportową i przyrodniczą z dodatkowym elementem nieprzewidywalności, jaki potrafią wprowadzać tylko dzieci.

Po jeździe czas na zmianę dyscypliny – wspinaczka. Ksaweremu tego dnia udaje się wejść chyba pierwszy raz samemu na rozłożyste drzewo na placu zabaw. Szczyt bramy wejściowej, wyglądającej jak drabinka, także prosi się o zdobycie.

Po chwili w ruch idą tak zwane „luźne elementy” przestrzeni placu, czyli kamienie, patyki itp. Chłopcy znajdują oczywiście największe gałęzie i zaczynają z nimi latać dookoła. Do zabawy dołącza również Klara, która - szczęśliwa że może sobie pobiegać – kończy, siadając w kałuży. Karolina zabiera córeczkę do domu, a my z Tomkiem i chłopakami zostajemy jeszcze chwilę do momentu, aż niebo zaczyna powoli szarzeć. W drodze powrotnej Jaś jako środek transportu wybiera plecy taty.

Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?
Jak wygląda sesja?

Na kolację jest pizza domowej roboty. Karolina nie raz podczas sesji wykazuje się niesamowitym multitaskingiem. Trzymając Klarę w nosidle, karmi Jasia oraz pomaga Ksaweremu w nakrywaniu stołu i jednocześnie przygotowuje jedzenie.

Podczas jedzenia Tomek i Karolina opowiadają mi jak wyglądał ich ślub i przygody z nim związane.

Po kolacji pora na kąpiel. Jaś biega po domu zupełnie na golasa ku uciesze Ksawerego, biegającego na golasa w połowie. Wanna jest w stanie pomieścić całą trójkę. Chłopaki zakładają okulary do nurkowania i rozchlapują wodę po całej łazience.

Wykąpane dzieciaki mają jeszcze jeden wieczorny rytuał. Oglądają, tak jak rano, teledyski – każde po jednym. W międzyczasie ładuję Instaxa jeszcze jednym wkładem i robię kilka zdjęć całej rodzinie. Ksawery wykonuje jedno z najlepszych ujęć przyłapując rodziców na przytulaniu.

Po teledyskach chłopcy rozładowują resztki energii, wspinając się i bujając na drabinkach w pomieszczeniu ochrzczonym już przez nas „pokojem do męczenia dzieci”. Skaczą zwinnie jak małe małpki, a ja dziwię się, że po tym całym intensywnym dniu mają jeszcze na to siłę.

Czas na wspólne czytanie książki – lektorem zostaje Tomek, dzieci obłażą Karolinę i każde walczy o uwagę mamy. Po lekturze wychodzimy z chłopakami z pokoju, żeby Klara się wyciszyła i zasnęła przy mamie.

Po chwili Karolina przejmuje zasypiających już na siedząco chłopców. Tomek odwozi mnie do domu, za co jestem mu ogromnie wdzięczny.

Spędziliśmy z nimi ok. 14 godzin tego dnia. Zrobiliśmy ponad 4000 zdjęć.

Przed nami selekcja, postprodukcja i projektowanie albumu.

Kilka tygodni później

Ola

Ponownie jadę autobusem, w plecaku mam album z sesji. Jak zwykle zastanawiam się – jaka będzie ich reakcja? Czy uznają, że warto było spędzić z nami tych kilkanaście godzin?

Pół godziny później siedzę już w towarzystwie Karoliny, Tomka, Ksawerego, Jasia i Klary przy stole w dużym pokoju. Wstrzymuję oddech, kiedy Karolina otwiera album, którego okładkę zdobi pięciolinia upamiętniająca muzyczne akcenty sesji. Ksawery szybko przejmuje przewracanie stron, praktycznie zginając je wpół. Jestem trochę przerażona, ale na kartach nie ma nawet śladu po działalności małych, brutalnych łapek.

Za to Karolina na przemian śmieje się i wzrusza. Widzę jej radość, lekko zaczerwienione oczy i jak zwykle ogarnia mnie coś w rodzaju euforii. Teraz album ogląda Tomek, a Karolina przegląda dodatkowe zdjęcia, wydrukowane w formie luźnych odbitek. Dzieciaki zaglądają jej przez ramię. Bardzo im się podoba. Karolina nie kryje przede mną, że miała swoje obawy. Nie wiedziała czego się spodziewać. Czy to w ogóle dobrze wyjdzie? Tomek również przyznaje, że trochę się bał i zastanawiał jak ten dzień będzie wyglądać.

Pytam ich wprost - czy warto było?

„Tak. Zdecydowanie.”